Wycieczka do Uszguli niczym podróż w czasie
Podróż trwa dwie i pół godziny z przystankami, ale kiedy samochód zatrzymuje się przed wjazdem do Uszguli mam wrażenie, że cofnęliśmy się o kilkaset lat. Wysiadamy by pierwszy raz rzucić okiem na najwyżej położoną w Europie* (2100 metrów n.p.m.) ciągle zamieszkałą osadę. Krajobraz Uszguli pełen jest charakterystycznych dla Swanetii wież obronnych otoczonych ze wszystkich stron majestatycznymi górami Kaukazu. Do wsi prowadzi polna droga, przy której pasą się konie. Przebijające się przez niewielkie chmurki promienie słoneczne oświetlają kamienne budowle i zbrązowiałe jesienne zbocza. Mam przed sobą widok niczym z pejzażu pędzla utalentowanego artysty malarza.
Uszguli, wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO jako Górna Swanetia, położone jest wysoko w górach Kaukazu. Składa się z czterech wsi: Chazhashi, Zhibiani, Chvibiani i Murqmeli. Podział ten widać gołym okiem kiedy patrzy się ze wzgórz nad osadą na oddzielone nieco od siebie skupiska domów.
Wspinamy się na jedno z takich wzniesień położonych między wsiami by popatrzeć na okolicę z góry, objąć wzrokiem co się da, złapać perspektywę. Mimo delikatnego chłodu powietrza wspinaczka rozgrzewa nas na tyle, że rozpinamy bluzy polarowe. Leciutko tylko zachmurzone niebo nie przeszkadza jeszcze słońcu w otulaniu okolicy miękkimi promieniami. Póki co pogoda nam dopisuje.
W wiejskim krajobrazie dominują słynne wieże, tak charakterystyczne dla gruzińskiego regionu Swanetii. Gegi, nasz kierowca, który przywiózł nas z Mestii do Uszguli opowiada, że spełniały one funkcję obronną niby przed najeźdźcami, a tak naprawdę przed sąsiadami, którzy mogliby próbować dokonać rodowej zemsty. W surowej, odciętej od świata krainie do niedawna jeszcze działało prawo oko za oko, ząb za ząb, które w przypadku skrzywdzenia człowieka dawało jego rodzinie prawo krwawej zemsty na bliskich sprawcy. Obronne budowle miały więc zapewniać rodzinom bezpieczeństwo w razie napadów.
W samym Uszguli znajduje się ponad dwieście takich wież, lepiej lub gorzej zachowanych. Ponadto znaleźć tu można średniowieczne domy, kaplice a nawet – według UNESCO – zamek, którego mimo prób nie jesteśmy w stanie zlokalizować. Stojąc na szczycie wzgórza i patrząc na osadę z góry czuję się, jakby rzeczywiście samochód z Mestii przewiózł nas nie tylko w przestrzeni, ale też w czasie. Wrażenie psują tylko widoczne gdzieniegdzie blaszane dachy.
Piękno okolicy podkreślają też przyodziane w jesienne kolory zbocza gór otaczających Uszguli. Choć wcześniej oglądałam i zachwycałam się zdjęciami Swanetii w wiosennej lub letniej, soczyście zielonej szacie to złotobrązowe jesienne barwy zachwycają nawet bardziej. Na drzewach nadal wiszą pożółkłe liście, brązowiejąca wyschnięta trawa porasta niższe wzniesienia na których pasą się owce, a nad tym wszystkim dominują pokryte śniegiem i lodem jedne z najwyższych szczytów Kaukazu.
Przez wieś u naszych stóp przepływa niezbyt szeroka, ale wartka rzeka z krystalicznie czystą i zimną wodą. Bierze ona swój początek wyżej, gdzie śnieg i lód. Uszguli leży u podnóża Szchary, najwyższej góry Gruzji. Ostre, skaliste białe szczyty kontrastują z delikatnymi, ciepłymi jesiennymi wzgórzami.
Napatrzywszy się na panoramę okolicy postanawiamy zejść ze wzniesienia w kierunku osady, ale tuż przed wejściem do niej zmieniamy zdanie kiedy natrafiamy na drogę wiodącą dookoła Uszguli. Decydujemy się więc obejść wieś i wejść do niej od drugiej strony. Przypałętał się do nas pies, a ponieważ odczuwam dość irracjonalny lęk przed tymi zwierzętami zaczynam się trochę obawiać, ale psina zupełnie nie zwraca na mnie uwagi i towarzyszy nam w czasie spaceru.
Na ostatniej prostej, kiedy mamy przed sobą położoną na wzgórzu dwunastowieczną kapliczkę po raz kolejny zmieniamy kierunek marszu. Zamiast iść do niej na wprost dwaj Hiszpanie, którzy towarzyszą mi w wycieczce proponują wspięcie się na kolejne zbocze do wielkiego kamienia. Nie trzeba mi dwa razy powtarzać, bo zawsze chętnie obserwuję świat z góry. Odnajdujemy wąską wydeptaną ścieżkę prowadzącą zakosami ku szczytowi wzgórza i ruszamy przed siebie.
Dotarłszy na miejsce stwierdzam, że Uszguli z tej perspektywy prezentuje się dość nieciekawie. Kiedy jednak spoglądam w prawo, ku dolinie, nie mam wątpliwości, że wspinaczka tutaj to był doskonały pomysł. Dołem, między porośniętymi brązową trawą wzgórzami płynie rzeka, a w tle błyszczą się w promieniach słońca białe, ośnieżone szczyty. Nie mogę powstrzymać westchnięcia z zachwytu. Wdrapujemy się tu w ostatniej chwili, bo góry powoli zaczynają zasnuwać dość gęste chmury. Obawiając się zmiany pogody schodzimy z powrotem do osady. Kiedy słońce powoli chowa się za warstwą chmur zaczyna robić się wyraźnie zimniej.
Szlak prowadzi nas na tyły kapliczki. Wchodzimy najpierw na teren cmentarza, który jak dla mnie wygląda dość osobliwie. Nie ma tu znanych z polskich nekropolii nagrobków, czasem płyta z nazwiskiem i portretem zmarłego, czasem miniaturowa swanecka wieżyczka, a wszystko otoczone płotkiem niczym miniaturowy ogródek z ławką przy wejściu. Można na niej przysiąść odwiedzając pochowanych na cmentarzu bliskich.
Obchodzimy kapliczkę dookoła i dopiero z drugiej strony, przy głównym wejściu spotykamy mnicha czy też księdza pracowicie rąbiącego drewno na opał. W ogóle cała okolica wydaje się być dość wyludniona. Osadę zamieszkuje około siedemdziesięciu rodzin czyli jakieś dwieście osób, ale w ogóle tego nie widać. Podobno młodzi często wyjeżdżają z Uszguli na zimę, bo o tej porze roku wieś bywa zupełnie odcięta od świata. Być może więc w październiku część mieszkańców opuściła już swoje domy i przeniosła się gdzieś bliżej cywilizacji?
Kiedy schodzimy spod kapliczki do centrum największej wsi ta pustka daje się szczególnie zauważyć. Bardzo rzadko spotykamy na swojej drodze mieszkańców, a niektóre domy wyglądają na niezamieszkałe, opuszczone. Kilka budynków to tylko pojedyncze ściany z oknami bez szyb.
Niewielu zauważamy też turystów. Z jednej strony jest to z pewnością spowodowane tym, że październik nie jest uważany za sezon na odwiedziny w tym miejscu – sama szukając informacji o Uszguli dowiaduję się, że najlepiej wybrać się tu latem i rozważam, czy to aby bezpieczne i opłacalne przyjeżdżać tu jesienią. W końcu decyduję się spróbować i absolutnie nie żałuję! Z drugiej strony położenie wysoko w górach i kiepski dojazd sprawiają, że nie wszystkim podróżującym po Swanetii jest tu po drodze. Tak przynajmniej jest w 2014 roku, ale są plany wybudowania nowej asfaltowej drogi, która ma skrócić i ułatwić podróż z Mestii.
Mijamy domy skonstruowane z płaskich kamieni, drewniane nierówne płoty, wysokie wieże i od czasu do czasu krowy pasące się na wyboistych ulicach. Ta swego rodzaju niedostępność, to odcięcie Uszguli od reszty kraju pozwoliły mu zachować tradycyjny charakter. Jednakże i tu powoli wkradają się zdobycze cywilizacji i to nie zawsze te najlepsze: plastikowe krzesła i stoliki, parasole w krzykliwych kolorach i banery reklamowe. Rzuca mi się to w oczy w niewielkiej knajpce przy jednym z bodajże dwóch hosteli we wsi, gdzie zatrzymujemy się na obiad. Jakoś kiczowato się robi.
Zamawiamy lokalny przysmak – kubdari, polecony nam przez Gegiego jako tradycyjne i najsmaczniejsze swaneckie danie. To placek przypominający chaczapuri wypełniony zamiast sera nadzieniem z posiekanej koziny z cebulą i morelami. Niestety zupełnie nie w moim typie, więc zjadam tylko ćwiartkę by nabrać sił na dalszy spacer.
Posileni schodzimy ku najstarszej części osady – Chazhashi, w której znajduje się najwięcej obronnych wież i najstarszych zabytkowych budowli. Jednocześnie widzę tu najmniej nowoczesnych budynków, tak jakby starano się zachować średniowieczny klimat wsi. Nie wiem, na ile to działanie celowe i świadome, a na ile po prostu tak wyszło, ale wchodząc między stare kamienne budowle po raz kolejny odnoszę wrażenie, jakbym przeniosła się w czasie.
Niektóre z budynków wyglądają jakby trzymały się na słowo honoru. Mury porośnięte są mchem, a gdzieniegdzie spomiędzy płaskich kamieni wyrastają paprotki. Schodzimy do samej rzeki, spotykając po drodze tylko trójkę innych turystów. Zakładamy kaptury, kiedy z coraz cięższych chmur zaczyna kropić deszcz. Chcąc przed zmrokiem bezpiecznie dotrzeć z powrotem do Mestii decydujemy się zakończyć spacer i zawrócić do mostku, gdzie czeka już nasz kierowca. Wydostajemy się z kamiennego labiryntu, wsiadamy do auta i odjeżdżając obracamy głowy, by po raz ostatni rzucić okiem na tę przepiękną osadę.
*według Gruzinów, którzy twierdzą, że ich kraj leży w Europie. Oczywiście zależy to od przebiegu granicy między Europą a Azją, jaki przyjmiemy za obowiązujący. Na blogu przyjmuję jednak powszechniejszy wariant, według którego Gruzja leży w Azji.
Jak podoba się Wam Uszguli? Byliście tam? A może macie jakieś swoje ulubione miejsca “na końcu świata”?

Cieszę się, że tu jesteś! Mam nadzieję, że spodobał Ci się i zaciekawił ten wpis. Jeśli tak, to będzie mi niezmiernie miło, gdy klikniesz Lubię to, dodasz +1 i podzielisz się wpisem ze znajomymi albo dołączysz do dyskusji! To dla mnie ważne, bo pokazuje, że warto dalej pisać. Masz uwagi, komentarze, pytania? Nie wahaj się, napisz! Cieszę się z każdego sygnału od Ciebie! Dziękuję :)
- Ewa a
chyba najcudowniejsze miejsce w Gruzji :)
O to to!!! :)
I niedługo też tam będę:)))
Super, udanej podróży!
Dzięki :)
cudowne miejsce
Już nie mogę się doczekać :))
Co za wspaniałe widoki! Aż chciałoby się wziąć plecak i powędrować przed siebie. Od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie Gruzja.
Polecam, polecam! Z całego serca :)
Gruzja zachwycająca. Wrócę tam – bo w Uszguli nie byliśmy – wieże podziwialiśmy w Szatili :)
Pięknie popatrzeć na zdjęcia, sentymentalnie… aż mi się łezka w oku zakręciła.
A ja z kolei nie dotarłam do Szatili :)
Oglądając te zdjęcia mam wrażenie, że to nie tylko podróż w czasie, ale też trochę podróż do zupełnie innego świata. Uwielbiam takie miejsca. Widać, że ma świetny klimat….:)
Tak, dla mnie ten klimat był niesamowity! Bardzo mi sie tam podobało :)
Pierwszy raz słyszę o tym miejscu, a wygląda naprawdę niesamowicie. Gruzja coraz bardziej mnie inspiruje, chyba będzie to jeden z moich celów na 2017:-)!
Polecam, naprawdę warto!
Batumii.. Skradlo moje serce.. I Kazbegi!
O Batumi wariackie. I Kazbegi też. Ale oba mniej, niż Swanetia :)
Dodam iz.. Gruzja przereklamowana jest.. Przykrość pod względem zwierząt.. Brak schronisk.. Tubylcy mają za nic psy czy koty… Kopią je.. I Swieto.. Wniebowzięcia 28.. Zarzynanie na oczach innych ludzi baranków i owieczek!!! Krew się leje, placz zwierząt… Nie polecam tego miejsca jesli ktos kocha zwierzęta. A odnosnie jedzenia.. Dla samego kosztowania nie warto jechac!!!
Dla mnie Gruzja nie jest przereklamowana. Jest piękna, ciekawa. Jedzenie faktycznie mnie akurat nie urzekło. I to chyba nie jedyny kraj, gdzie mniejszą wagę jeszcze przykłada się do ochrony zwierząt.
Bardzo chętnie spróbowałabym tego lokalnego przysmaku. Kozina z cebulą i morelami… brzmi interesująco :))
Mi nie bardzo smakowało, ale wiadomo – rzecz gustu :)
Ostatnio Kaukaz mnie prześladuje. Nie, nawet nie ostatnio a od jakis dwóch lat. Bałkany ciągle wygrywają ale chyba w przyszłym roku dam się skusić nieco dalszej wyprawie. Po obejrzeniu Twoich zdjęć, a także moich rodziców, którzy w tym roku odwiedzili Gruzję i Armenię, jestem po uszy zauroczona tym regionem.
No to może się skusisz :) Ja nie byłam w Armenii a też słyszałam, że warto :)
W podobnym klimacie, ale dużo bardziej “na końcu świata” jest Shatili w Gruzji, pod czeczeńską granicą. Na północ od Tblisi. Magiczne miejsce!
Ooo tam nie dotarłam!
Uszguli, jak i cała Gruzja skradło moje serce. To położenie i bliskość Szchary <3
U mnie Gruzja poza Tbilisi, ale Swanetia najbardziej :)
Tbilisi też ma swój urok. A Swanetią jestem zauroczona
Swanetia mnie urzekła! Niesamowite miejsce!
O tak!
Świetne miejsce, a Gruzja to genialne miejsce na poznawanie ciekawych miejsc. Chociaż moim najlepszym wspomnieniem z Gruzji są ludzie :) Szczerzy, otwarci i życzliwi
Tak, też spotkałam przemiłych ludzi!
A ja się niebawem wybieram do Gruzji ;) dzięki
Udanej podróży! :)
W Gruzji byłam w maju tego roku, krótko bo tylko 6 dni. Wróciłam zachwycona, szczególnie Gruzinami. Niezwykle życzliwi i otwarci ludzie. Moim celem była Mestia i Tibilisi. Zdecydowanie za krótko byłam w górach. Twoje zdjęcia przypomniały mi że chcę tam wrócić. Dziękuję za opis Uszguli.
Mi się góry dużo bardziej podobały od Tbilisi. Tak naprawdę to stolice traktowałam jedynie jako bazę wypadową…
Przepiękne krajobrazy, nie mogę się napatrzeć i oczy nacieszyć… :)
Cieszę się, że się podoba :)
Uszguli to moje ulubione miejsce w Gruzji. Byłam tam w lipcu i wyglądało nieco inaczej, ale równie pięknie jak na Twoich zdjęciach :)
Dzięki! Ja zielone Uszguli tylko na zdjęciach widziałam :)
Niesamowity kraj i cudowne jedzenie. Świetny blog
Dziękuję!
Jakie piękne widooooki! Aż zazdroszczę, ze teraz tam nie jestem. Planujesz w najbliższym czasie pojechać do Gruzji? ; )
Nie, w najbliższym czasie nie planuję. Gruzja jest piękna, ale tyle miejsc jeszcze przede mną :)